sobota, 14 kwietnia 2012

Cześć! Postanowiłam zrobić notkę, gdzie będziecie mogli zadawać pytania. Daję na to tydzień, także macie sporo czasu. :) Do tego robię sondę, gdzie ponownie (gdyż już kiedyś tak było) będziecie mogli zadecydować, o  czym chcecie u mnie czytać. :) A na koniec muzyczny akcent:

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Szczerze? Nie wiem od czego zacząć. Zdecydowanie długo mnie tu nie było. Strasznie nad tym ubolewam, bo z reguły zawsze dotrzymuję danego słowa, a że obiecałam sobie i paru osobom regularnie tu pisać, a teraz nagle przestałam, czuję się oszukana przez samą siebie. Ale nie zamierzam teraz tego roztrząsać- było, minęło. Trzeba żyć teraźniejszością, to ona się liczy.
Generalnie to dosyć dużo się zmieniło. Moje życie, styl, muzyka, której słucham, sama ja. W ciągu ostatnich czterech miesięcy były wzloty i upadki. Dały mi one dużo do myślenia. Zbyt dużo. Przez to nieustannie mam dziwne, ważne, śmieszne, smutne i wszystkie, które wydarzyły się w moim życiu chwile przed oczami. Niektórych wolałabym uniknąć, gdyż strasznie bolą. Niektóre natomiast zatrzymałabym w pamięci jak najdłużej. Niestety nie ode mnie to zależy.
Jeżeli chodzi o nowości:
- zmieniło się moje życie. Miałam taki okres, że kompletnie oddaliłam się od Boga. Zaczęłam się go wstydzić i wyrzekać, no bo ''co powiedzą kumple''. Nie rozumiem jak mogłam popełnić taki błąd... Najgorszy w moim życiu. Odwrócenie się od Tego, który dał mi życie. Nie wiem, może niektórzy z Was pomyślą sobie, że jestem jakąś psychopatką, która po 4 miesiącach uciekła ze szpitala psychiatrycznego i znowuż zamęcza Was problemami i twierdzeniami jaka to ona nie jest grzeczniutka. Musiałam się wyżalić, wybaczcie. Ostrzegam jednak, że to na Wasze nieszczęście nie jest koniec. Wracając do tematu: w końcu dostrzegłam, co jest w moim życiu DLA MNIE ważne. Przemyślałam wszystko od samego początku do końca i stwierdziłam, że bez Niego nie dam sobie dalej rady. Rezultaty były zauważalne już od razu, jednak nie będę tu o nich wspominać. Nie dzisiaj. 
- zmienił się mój styl. Polubiłam czerwone rzeczy. Niedawno kupiłam sobie czerwone rurki oraz Vansy, choć nie markowe. Polubiłam również wszelakie ciuchy z motywem flagi. Dowodem na to są shorty oraz kremowa bluzka. Bluzka jest typu luźnego, co również mnie urzekło. Będziecie mogli prawdopodobnie na dniach te rzeczy zobaczyć. Postaram się i specjalnie zrobię zdjęcia moich ciekawych ciuszków. 
- zmieniła się muzyka, której słucham. Otóż zaczęłam słuchać metalu i rocka. Jestem w tej muzyce niesamowicie zakochana, a samo słuchanie jej, nieważne gdzie (w drodze do szkoły jak i powrotnej, na noc, w czasie ćwiczeń), przyprawia mnie o niesamowite dreszcze na całym ciele. Uwielbiam taki stan. Oczywiście nie obyło się bez hatersów, którzy od początku próbują mi wmówić jaka to ta muzyka jest zła. Śmieszy mnie takie coś. Generalnie staram się unikać metalu satanistycznego, więc nie wiem co jest w tym złego? Nie, nie sądzę, abym się strasznie zmieniła przez tę muzykę. Poza tym muzyka wcale nie musi odzwierciedlać mojej wiary. Dziękuje, tyle na temat.
- i zmieniłam się cała ja. Nie potrafię tego opisać. Nie wiem, tak duchowo? Zaczynam więcej wierzyć w siebie, w swoje marzenia. Zaczynam coraz bardziej rozmyślać o moim życiu towarzyskim, które ma się nijak. Chyba jeszcze nie ten wiek. Aczkolwiek kilku fajnych wokół mnie jest, nie powiem, że nie. Zaczynam doceniać przyjaciół, rodzinę, mój ''talent'', jak to niektórzy nazywają. Zaczynam doceniać życie. 
Postaram się wpadać częściej, a na chwilę obecną zostawiam Was z moimi przemyśleniami, które, wydaje mi się, będą coraz częściej. 


niedziela, 1 stycznia 2012

Jak minęła całonocna zabawa? Myślę, że równie dobrze, co u mnie! Impreza (o ile można to tak nazwać, bo byłyśmy tylko w 4) była całkowicie udana i mogę powiedzieć, że był to jeden z najlepszych Sylwestrów jakie spędziłam! 
Zabawa zaczęła się o 20, kiedy to rodzice O. wyszli do znajomych. Naszykowali tyle jedzenia, że to się w głowie nie mieści, a i tak zjadłyśmy może połowę z tego. Wzięłam gitarę i mimo faktu, iż jest strasznie ciężka, nie  żałuję. Przynajmniej było się z czego śmiać, jak O. próbowała grać. Oglądanie ,,Kac Vegas w Bangkoku''- wybornie. To nic, że były tam sceny zakazane dla naszych o 3 lata młodszych sióstr. 
Nie obyło się bez tańców oczywiście! Po kolei sprawdzałyśmy wszystkie kanały i tańczyły do każdej piosenki, która leciała. Zdarzyła się nawet jakaś opera, czy co to tam było. Miałyśmy robić jeszcze babeczki, ale zabrakło czasu. Zdjęcia są, aczkolwiek nie wiem kiedy będę je miała w moich rękach:) Oczywiście musiałam zapomnieć babeczek oraz aparatu, którego i tak nie używałam, bo bateria dawała się we znaki. W sumie to babeczki nie są mi potrzebne, gdyż swe postanowienia wprowadziłam już od dziś, także O. może je sobie zatrzymać. 
Odchodząc od tematu zapytam, jakie ćwiczenia poleciłybyście na płaski brzuch? :) Liczę na jakąś pomoc, gdyż mam wiele opcji, aczkolwiek nie wiem, która z nich byłaby najskuteczniejsza. Zamierzam jakoś wyglądać na wakacje, które prawdopodobnie zapoczątkuje wylot na Kretę pod koniec maja lub z początkiem czerwca. Niesamowicie się cieszę i na myśl o tym porzucam wszystkie smutki i zaczynam się uśmiechać sama do siebie. Z drugiej znowuż strony jestem przerażona materiałem, który będę potem musiała nadrabiać, choć to końcówka roku, to może nie będzie tak tragicznie. 
Jeśli już jesteśmy przy szkole, to nie wyobrażam sobie, jak jutro wstanę o 6:30 bądź wcześniej. Trudno będzie dlatego zostawiam Was. Napiszę za tydzień, bądź jeśli mi się uda, nieco wcześniej. 

No i chyba ponownie zawitałeś w moich myślach... 

piątek, 30 grudnia 2011

Rok 2011 dobiega końca. Były w nim wzloty i upadki, ale jednak mam nadzieję, że nadchodzący będzie o niebo lepszy, choć zapowiada się coraz gorzej- nie oszukujmy się. Jakieś małe podsumowanie się należy, w końcu jesteście tu ze mną dosyć spory czas. 
Rok ten był dla mnie rokiem... myślę, że wspaniałym mimo tego, co się teraz dzieje na świecie. Jego rozpoczęcie zapoczątkowały ferie oraz moje urodziny, które obchodzę 16 stycznia. Ferie były całkowicie udane; spróbowałam na nich pierwszy raz jazdy na snowboardzie i nie żałuję. ;) Mimo prawie, że złamanego nadgarstka nie poddałam się!:D Urodziny... W tamtym roku niesamowicie się cieszyłam na te 13 lat, było to dla mnie coś nowego. W końcu stałam się nastolatką. Może niezbyt poważnie podchodzącą co do niektórych spraw, ale to się wytnie. :) 
Wakacje były udane! Z początku zapowiadało się straaasznie nudno. Pogoda nie dopisywała i myślę, że każdy przyzna mi rację. Pod koniec lipca wyjechałam nad morze na Oazę. Wiele mi te 2 tygodnie dały, wiele. W ogóle nie żałuję. Dzięki temu jestem tymczasowo, jaka jestem i bardzo mi z tym dobrze. Oprócz całkowitej zmiany duchowej i psychicznej (bo z fizyczną jest coraz gorzej:D), poznałam tam niesamowitych ludzi. Na okrągło uśmiechnięci, niesamowicie sympatyczni, UTALENTOWANI! Życzę Wam mnóstwo takich ludzi, jakich poznałam. :) Następnie wakacje z rodzicami nad morzem, gdyż dofinansowanie nas troszkę zawiodło. Nie pomyślałabym, że może być tak świetnie mimo dużej ilości deszczu, ale czego się spodziewać po naszym polskim morzu. :D 
Pierwszy rok w gimnazjum zaczął się fajnie. Co prawda jest mnóstwo obowiązków, ale wiedziałam, że w tej szkole, do której się wybierałam tak będzie. Powiem Wam, że nie żałuję niczego co w tym roku zrobiłam. Poznałam mnóstwo ludzi, którzy mimo naszej krótkiej znajomości, wiedzą o co mi chodzi w życiu, kiedy jest mi przykro, kiedy się mają nie zbliżać, bo gryzę. :D Są wspaniali. 
Jutro sylwester, jakie macie plany? Ja idę sobie do przyjaciółki ŚWIĘTOWAĆ. :D Dostałam również zaproszenie od R., aczkolwiek nie dam rady przyjść. Mam nadzieję, że zabawa będzie wyborna i już nie mogę się doczekać całonocnego szaleństwa! 
Plany na Nowy Rok? Są:
- BYĆ SOBĄ
- nie tracić uśmiechu z twarzy
- schudnąć
- nie wcinać słodyczy ani innej chemii:D 
- żyć teraźniejszością
- ograniczać przeklinanie 
- zostawić wszystko w rękach wspaniałego Szefa
To jedne z najważniejszych. Pewnie i tak mi coś przyjdzie na myśl wieczorem, kiedy to rozmyślam po kolei o wszystkim. 
Trzymajcie się cieplutko i nastrajajcie się na Sylwester! 


sobota, 24 grudnia 2011

Cześć, Kochani! Tak, wiem, dosyć długo mnie nie było, ale postanowiłam do Was wrócić. Dziś mamy Wigilię, czas pojednań, radości i miłości. Powiem, że lubię te święta. Może dlatego, że mamy w ich czas przerwę od nauki, może ze względu na ich UROK. Od kilku dni nie umiem zasypiać. Chodzę spać po 1:00, a wstaję dosyć wcześnie... Nie powiem, że jest to dla mnie korzystne, bo nie jest. Wyglądam jak wampir, upiór, zombie lub jakiś inny potwór odstraszając pewnie przy tym przystojniaków...
Wczoraj na salkach odbyła się Wigilia scholowo-ministrancko-oazowa. Przyznam, iż było bardzo sympatycznie oraz stwierdzam, że takie wigilie mogłyby być co roku. Jestem wzruszona niektórymi pięknymi życzeniami składanymi dla mnie oraz wzrokiem pewnej osoby. No i masz ci los; chyba mi się ktoś podoba... No, ale co się ma dziać, to niech się dzieje- wszystko zostawiam w rękach Szefa:)
Też nie czujecie tegorocznej magii Świąt? Śniegu nie ma (choć wczoraj jeszcze był i BARDZO MOCNO NIM SYPAŁO), w domu nerwowo z powodu wypadku taty. Wszystko idzie tak opornie i całkiem inaczej niż rok temu. Starzeję się. To chyba jeden z wielu powodów, które przyczyniły się do moich odczuć co do Świąt.
Dziś Pasterka, na której śpiewamy. Mimo tego, że robiłam to wiele razy, mam ogromną tremę przed śpiewaniem psalmu. Wiecie jak to jest- masa ludzi, kościół pęka w szwach, więc stąd ten niecodzienny lęk. Trzymajcie kciuki, aby wszystko poszło ok!
Ogólnie żyje sobie dobrze, zmieniłam styl muzyki z reggae na rock, Sylwester mam zaplanowany, WSZYSTKO SIĘ UKŁADA:) Jestem z siebie dumna pod każdym względem i mam nadzieję, że pozostanie tak na długo.
Jeszcze raz przepraszam za niesamowicie długą przerwę od pisania i zostawiam Was ze świąteczną piosenką, tak dla odmiany:)


poniedziałek, 31 października 2011

Smells like teen spirit.

Cześć, moje drogie Panie! Jak Wam mija długi weekend? Ja co prawda nie mogłam go nazwać długim, gdyż byłam dziś w szkole, aczkolwiek lekcje były 'lajtowe', więc tak źle nie było. Dodać do tego 5-godzinny zlew ze wszystkiego (z nauczycielami również) i zero pracy domowej także nie pozostaje mi nic więcej, tylko się cieszyć!
Powiem szczerze, że któregoś pięknego dnia, kiedy to nie kontaktowałam się z Wami, naszły mnie myśli o końcu bloga. Dobra, przesadziłam- może nie tyle o końcu, co o przestaniu udzielania się tutaj. Przestaniu kontaktowania się z Wami. Z osobami, które tak na prawdę wprowadziły mnie w 'dorosły' świat, które tak na prawdę przejmowały się tym, co tu piszę. Jesteście ze mną niezależnie od Waszego lub mojego humoru, który ostatnio zbyt często się zmienia. Nie wiem jak mam Wam za to dziękować. Co prawda, nie zrobiliście niczego tak istotnego, abym była Wam wdzięczna, aczkolwiek to DLA WAS postanowiłam nie przerywać tego, co kiedyś zaczęłam. Co kiedyś postanowiłam robić bez względu na wszystko i wszystkich. Co kiedyś postanowiłam zacząć i ciągnąć do upadłego, choćby nie wiem co się działo. Wróciłam. I mam nadzieję, że na długo.
U mnie wszystko w jak najlepszym porządku. Nawet nie wiecie jak się ostatnimi czasami z wszystkiego cieszę! Dosłownie- z ocen, z każdego dnia, z tego, że jesteście ze mną, z tego, że mam przyjaciół, kochającą rodzinę. Chyba zaczynam rozumieć, co tak na prawdę znaczy ŻYCIE. Nie ukrywam, iż jest mi również lżej od pewnego czasu. Wszystko za sprawą SZEFA, który gdzieś tam nad nami czuwa, który dał nam życie. Zaczynam zauważać, jakie to piękne...
Od wczoraj natomiast mam ponownie niesamowitą manię na gitarę! Ponownie mam ochotę na niej grać, ponownie mam ochotę śpiewać, ponownie mam ochotę COŚ z tym robić. Niesamowite, ile pewne spotkania i całkowita zmiana poglądu na otaczający nas świat, potrafią zmienić. Jestem pod wielkim wrażeniem, na prawdę.
Dziś Halloween. Jak go spędzacie? Wybieracie się gdzieś z paczką znajomych? Ja spędzam to 'święto' w domu. Postanowiłam nie angażować się w takie uroczystości. Dlaczego? Na to pytanie powinnyście znać odpowiedź, biorąc pod uwagę to, że jestem Katoliczką. Tak jak pisałam powyżej, moje poglądy się zmieniły. Całkowicie. Mimo tego jestem z siebie dumna. Pod każdym względem.
Obiecując w miarę częste wpadanie do Was z nowinkami, uciekam delektować się brzmieniem mojej gitary. Trzymajcie się cieplutko, Kochane! I miłego wieczorku.


sobota, 29 października 2011

Wpadłam tylko, aby powiedzieć Wam, iż nagrałam nowy cover, który mam nadzieję przypadnie Wam do gustu!   Oto on:
Przepraszam Was również za moją dosyć długą przerwę w pisaniu, aczkolwiek brak jakiegokolwiek czasu mi dokucza. Mam nadzieję, że za tydzień lub jutro będę mogła do Was napisać tak na spokojnie. Trzymajcie się cieplutko!