piątek, 29 kwietnia 2011

That should be me.

Cześć! 

Jak żyjecie z myślą, iż mamy kolejny długi weekend? Ja czuję się z tym wyśmienicie! Kolejne 4 dni spania do 9 lub najdłużej do 10... W końcu nie mogę przespać połowy dnia, hehe :) Ta 'połowa' tygodnia w szkole nie wymagała uczenia się. Na szczęście! Już czuję ten cudowny zapach wakacji, wy też? Przejdźmy do opisania tego luźnego tygodnia szkolnego i możliwe planów na następne dni:

W środę niechętnie wstałam do szkoły... Chyba nikt u mnie w klasie nie mógł się pogodzić z myślą, że po długiej przerwie czekają nas ponowne obowiązki szkolne, prace domowe itp. Najbardziej denerwowała nas myśl o matematyce, której nie mieliśmy już od dłuższego czasu! Powiem, że nasze przypuszczenia o wielkiej nauce i obowiązkach po powrocie okazały się zbędne. Mieliśmy na 9:00, więc to był jedyny plus rozpoczęcia nauki po tygodniowej przerwie. Pierwsze 2 lekcje - polski. Robiliśmy o ile się nie mylę, gramatykę. Łatwe sprawy, więc z materiału zostało nam tylko 1 zadanie, które dostaliśmy na pracę domową. Nie umiałam sobie z nim poradzić. Brak pracy został zgłoszony, ale nie wiem czy pani w końcu go wpisała. :) Na matematyce mieliśmy jakieś liczby spełniające równanie. Pani się namęczyła, bo nikt tego nie rozumiał. Lekcja minęła straaasznie nudno, ale przynajmniej zrobiliśmy mało przykładów. :) Następną lekcją była technika... Robiliśmy pismo techniczne, za które dostałam piątkę! :D Potem wf - siatka. Oczywiście obtarłam sobie lewe kolano. Jak zwykle na wf-ie... Najgorsze jest, że rana jest na zgięciu kolana i cholernie boli, kiedy chodzę! :( Na kółku teatralnym wybraliśmy muzyczne przedstawienie, które pokażemy na koniec roku. Nie mogę się doczekać! 

Czwartek minął równie dobrze, jak środa. Na angielskim pisaliśmy wypracowanie na temat wymarzonych wakacji, które musiało zawierać minimum 130 słów. Mogło być więcej, oczywiście napisałam więcej. Tak wyszło jakoś. :D Na następnej lekcji było przedstawienie o zdrowiu. 6a przedstawiała, fajnie im wyszło. :) Tak minęła nam 'lekcja' przyrody, haha! Później polski, którego również nie było. Przyczyną było pojechanie pani na szkolenie. Historia była kolejną lekcją. Pani podawała nam co będzie na sprawdzianie, który nie wiem kiedy mamy. ;o Haha! Pewnie jakoś 5 lub 6 maja. :( Nie chce mi się na to uczyć. Robiliśmy też ćwiczenia powtarzające wiadomości zdobyte w tym rozdziale. Co prawda sprawdzian mamy tylko z I i II wojny światowej, z czego nie z całej I wojny światowej, gdyż pani uznała, iż mogłoby nam się to wszystko pomieszać z II. Dziękuję jej bardzo za to! Religia minęła normalnie, a na w-f'ie mieliśmy generalną próbę, bo pani Ferszt pojechała na zawody. Siedzenie na dworze do 19:30 było dobrą opcją - polecam takie popołudnia na osadzie!

Dziś zwyczajny piątek, ale za to mieliśmy satysfakcję, że idziemy do szkoły dopiero w środę. :D Na 2 i 3 lekcji była akademia, na której śpiewałam z chórem. Słyszałam, że dobrze nam poszło! :) Na angielskim pani wzięła mi zeszyt z następnym wypracowaniem, które pisaliśmy dziś. To nic, że z minimum 120 słów miałam jakieś 60. Liczy się to, że praktycznie wszystkim pomagałam! Mam gdzieś ocenę, jaką mi da... Powinna się cieszyć, że chodzą do mnie, a nie do niej :) Haha, sama nie wierzę w to co piszę :)

Dobrze, kończę już, bo czas szykować się do łóżka. Miałam oglądać Garfielda, więc uciekam! Miłego długiego weekendu wam życzę!

Buziaki! Paula

wtorek, 26 kwietnia 2011

Never let you go.

Cześć, kochani! Jak mijają święta? Byliście mokrzy, czy może raczej susi? :) U mnie święta minęły w mgnieniu oka. Nawet nie czułam, że są... Co prawda chodziło się do kościoła w okresie Triduum Paschalnego, było się święcić jajka, ale jakoś nie było to odczuwalne. Przynajmniej dla mnie. Jak to się mówi 'święta, święta i po świętach'.

Byłam w niedzielę na 6:00 w kościele. Oczywiście zaspałam, bo dla mnie wstawanie o 4:45 to jakaś masakra. ;/ Wszystko na szybko robiłam i byłam gotowa w ciągu 12-20 min? Chyba tak... Biegiem wpadłam na salki, przećwiczyliśmy jedną pieśń, którą miałam grać na gitarze i poszliśmy do kościoła. Z moim głosem nie było za dobrze, ponieważ z rana jest on zachrypnięty i nie umiem utrzymać tonacji dlatego też śpiewałam ciszej w kościele, ale w pewnym momencie zebrałam siły i jakoś to było! Od jakiegoś czasu polubiłam naszych ministrantów, a szczególnie moich sąsiadów i Franka. ;) Tak się fajnie śmieją i mówią. Pamiętasz Martuś? ♥ Po kościele planowałam się chociaż pół godzinki zdzrzemnąć, ale nie udało mi się usnąć... Rodzice też zaraz wstali i przyszykowali śniadanie. Zjadłam i weszłam na kompa, ale jakoś nie chciało mi się pisać notki... Przepraszam was, ale ostatnio na nic nie mam szczególnej ochoty. :) Rodzina poszła na 10:00 do kościoła, ja natomiast wreszcie mogłam sobie swobodnie pośpiewać. Wiadomo, że w okresie Wielkiego Postu nie mogłam zbytnio uwalniać swego głosu, ale na szczęście już mogę, więc sąsiedzi muszą pozatykać wszystkie szczeliny, aby nie zwiędły im uszy! :D

 Po południu byliśmy u babci na wsi. Wreszcie spotkałam się z moimi najlepszymi kuzynami. ♥ Pozdrawiam ich serdecznie, gdyż oni w wakacje będą siedzieć w Bułgarii i Włochach, a ja będę plaszczyć dupkę nad morzem Bałtyckim. Przynajmniej jadę tam dwa razy i wcale się nie obrażę, gdy będzie przepiękna pogoda! A wy gdzie wybieracie się na wakacje? Jakieś fajne plany są? ;> Jeszcze wcześniej zawitaliśmy na jakąś godzinkę u pani Dorotki. Było mega śmiesznie i sympatycznie. Zresztą jak zawsze :) A wy jak spędziliście Wielkanoc? W gronie rodziny, sami, z przyjaciółmi? Piszcie!

Wczoraj... Co ja mogłam robić wczoraj? :D Chyba to co wszyscy, czyli lałam się wodą na dworze. :D Byłam caluteńka mokra! Od stóp do głów, wraz z bielizną. Na szczęścię pozabierałyśmy chłopcom butelki i oni też od nas dostali. :) Nie dałysmy się tak całkowicie, hehe! :D Na początku siedziałyśmy na placu, bo nikogo nie było. W momencie zobaczyłyśmy chłopców, ale nie widziałyśmy butelek. 'Pewnie mają pod bluzami' - pomyślałyśmy z Olą. Zaczęłysmy zwiewać, a pierwszą kryjówką, jaka nam wpadła do głowy była klatka. Weszłyśmy tam, a chłopcy zaczęli nas szukać. Jakieś dziewczynki powiedziały im, że pobiegłyśmy dalej i dzięki im za to! Niestety szybko nas znaleźli. Najpierw Gaber, który zajął się oblewaniem Oli, więc jak chciałam skorzystać z okazji i uciec z tej klatki, ale mnie zauważył i też dostałam. Gaber pobiegł po następną amunicję, to zaczęłyśmy uciekać.

Z jednej storny szli chłopcy, z drugiej biegł Smalu. Pobiegłyśmy naprzód, do klatki Dżeli. Smalu nas dogonił. Szybki jest, wam powiem. :D Pierwsza dostałam ja. Ponad poł 1,5 litrowej butelki, Ola dostała resztą. :D Potem to już wszyscy byli mokrzy. :) Dzień minął świetnie, chcę więcej takich lanych poniedziałków!

Co u was słychać? Macie jakieś plany na dzisiaj? W końcu jutro już do szkoły, więc się wyszalejcie ostatni dzień!

BIG love, Paula.

sobota, 23 kwietnia 2011

Korzenie i kultura.

Witam! Jak tam żyjecie? :) Ja wyśmienicie! Wolne mamy, więc w końcu się wyśpię. :) A zatem zaczynam wam opisywać mój tydzień:

W poniedziałek było luźno i śmiesznie. Na przyrodzie dokańczaliśmy lekcję poprzednią, także spoko. Potem matma... Była tylko przez końcowe 15 minut. ;) Ostatnio coś mamy farta do opuszczania tej lekcji. :)Potem wf. Graliśmy chyba w siatkę. Nasz drużyna oczywiście wygrała, a jakżeby nie! ;) Na informatyce mieliśmy próbę, o ile się nie mylę. Było mega śmiesznie i w ogóle czekam na te zdjęcia od pani! Na 5 już godzinie, przedstawialiśmy Francję z okazji Dnia Europejskiego. :) Rzeczą godną powiedzenia jest, że jurorzy mogli głosować od 1-5, a my dostaliśmy po trzy 6! Skakaliśmy, piszczeliśmy i cieszyliśmy się jak opętani. Dosłownie. ;> Występy klas 4-6 oraz obrady jury przeciągnęły się na lekcję angielskiego, także mieliśmy kolejny powód do radości. :D Wf'u dodatkowego nie było, normalka od dłuższego czasu. A może to tylko mnie się wydaje, bo nie chodziłam? :) Oj, no nie moja wina, że jest ciepło i nie chce się siedzieć kolejnych 2 godzin w murach szkoły! Przyszłam ze szkoły, zjadłam obiad i wzięłam się za zaległe prace z plastyki. I tak ich nie dokończyłam, normalka u mnie. Na angielskim było ok. Wiem, że może to zabrzmi dziwnie, ale chcę się pochwalić, bo sama nie mogę w to uwierzyć! Jako jedyna dostałam 100% z powtórzeniowego sprawdzianu. :) Na całej lekcji, siedziałam jak na szpilkach, gdyż nie mogłam doczekać się momentu, kiedy to przyjdę do domu i z mega radością pokażę to rodzicom! :D Opłacało się to powtarzać, hehe. Po angielskim czekało mnie nie lada wyzwanie, a mianowicie rysunki z plastyki... Przyznam, że nigdy nie miałam talentu plastycznego i chyba już nie będę go mieć. :)

Wtorek: pierwsza lekcja - polski. Już nawet nie pamiętam co robiliśmy... Na przyrodzie? Coś o dinozaurach i krzyżówka na ocenę. Załapałam się do pierwszej 5 i dostałam ocenę. :) Potem matma... Ponownie jej nie było, gdyż przedstawialiśmy Francję znowu :) Na czwartej godzinie również, tyle, że już samego kankana, w którym brałam udział. I dostałam dyplom za III miejsce w konkursie angielskim, który nie był za łatwy! :) Na plastyce oddałam wszystkie zaległe prace razem z palmą i dostałam pozytywne oceny :) Pani dyktowała piosenkę, nie pamiętam tytułu, ale jest meeeega łatwa, więc mam nadzieję, że na 6 zdam. :) Podobno mamy na gitarach grać to z Dżelą, ale szczerze mówiąc nie chce mi się jej dźwigać do szkoły wraz z książkami... Po południu przyszły Ola i Marta z kartką do podpisania przez rodziców. To było coś w sprawie wolnego 2 maja. :) Przy okazji spytały się, czy z nimi wyjdę, a że mi się nudziło, to się zgodziłam. Poszłyśmy na Zajezdnię do Błażeja :) Było mega śmiesznie. Wchodzimy do ich bloku, a tam tyle tych mieszkań, że masakra. ;o Dobra, idziemy schodami na górę. Oczywiście kłóciłam się z Olą, które to piętro. I tak wyszło na moje. :) ♥ Jesteśmy na 3 piętrze i szukamy drzwi. W końcu doszłyśmy do końca korytarza i dzwonimy. Otworzył brat Błażeja i taka cisza nastała... 'Dzień dobry' powiedziała Marta. Zaczęliśmy wszyscy lać, z racji tego, iż Mały powiedział wcześniej cześć. :) Poprosił ich mamę i zaczęła podpisywać, twierdząc, iż jesteśmy ładne. Chyba nie ja :) Dowiedziałyśmy się też, że jesteśmy idealnymi kandydatkami na synową, haha! :D Praktycznie obeszłyśmy domy połowy naszej klasy, a nogi to chciały nam wejść nie powiem gdzie. :)

Środa... Ostatni dzień do szkoły. Okazało się, że 4 lekcje mamy normalnie, a 5 z wychowawcą. Chcielibyście zobaczyć naszą uciechę, kiedy dowiedzieliśmy się, że minie nam technika ;d I tak byłam oddać jajka, które niesamowicie zachwyciły panią i dostałam 6. :) Sprawdzian też nam minął, chociaż pani mówiła, że nam nie zrobi, chyba że będziemy głośno, a znając moją klasę - byłoby tak. Angielskiego już nie miałam, także luzik. Na 17:30 była schola i znowu 2 godz. śpiewania. Nie ma to jak ostra chrypa przez dalszą część dnia...

W czwartek na 10 schola, na której ćwiczyłyśmy pieśni adoracyjne na ten dzień i na piątek. Strasznie trudne piosenki, ale co ja wam tu będę pisać. :) I wsumie tak te dni minęły. Nic specjalnego. Zaraz idę święcić jajka, a teraz dam wam parę fotek o ile uda mi się je wrzucić :)





























BIG love, Paula! ♥

niedziela, 17 kwietnia 2011

In the end.

Cześć, cześć, czołem! Nie wierzę, że już kończy się weekend. To niesprawiedliwa rzecz, uświadamiam to sobie coraz bardziej z każdym weekendem :D. Zacznę od soboty. Zdaje się, że byłam tu w piątek o ile się nie mylę. :)

Sobota... Jak to ja, zamiast spać do 10, to musiałam przebudzić się około 8. Wydaje mi się, że jest to zwykłe przyzwyczajenie, bo przez 5 dni wstaję o 6.30. Cieszę się, że wyłączyłam budzik, bo potem bym nie usnęła, hehe :D. W pokoju nie ogarniałam w ogóle. Pewnie będę to robić w środę albo w Wielki Czwartek. Co prawda chyba nie powinno się sprzątać w te dni... Sama nie wiem, zobaczę jak zrobię :). Jakoś o 11.15 wyszłam niby na dwór, ale w ostatniej chwili dostałam sms'a od Dżeli, abym wpadła do niej, bo ogląda KCA. Fajni wokaliści występowali, nie powiem ;). Po obejrzeniu całej tej gali wyszłyśmy na dwór. Jak to z rana, nie ma co robić, ale powoli wszyscy się zbierali, więc luzik. Przez praktycznie cały dzień byłam na dworze z niesamowitymi ludźmi. Gdybym miała taką siłę w sobie, na pewno pomnożyłam bym ich nieskończenie razy! O 16 natomiast byłam na oazie. Poszłam z Martuś i Dawidkiem. ''Lekcja'' była krótka, ale śpiewania było meeeeega dużo. 2,5 godziny męczenia naszych strun głosowych. Uznałam, iż nie muszę się zapisywać do szkoły muzycznej, bo tu nie dość, że mega power i wycisk, to jeszcze darmocha! :) Pieśni ćwiczyłyśmy na Triduum Paschalne. Powiem wam, że fajnie jest, na prawdę - w Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę spotykamy się o 10 na salkach, a potem o 17 (chyba) na nabożeństwie z czego w Wielki Piątek mamy na 22 nabożeństwo. Pójdę, a co! W końcu jestem chrześcijanką, ale jeśli mam być szczera, to pierwszy raz w moim życiu będę w pełni uczestniczyć w tych nabożeństwach i w ogóle. :) Strasznie się z tego cieszę. Może i jest to dziecinne i obciachowe, jak co dla niektórych, ale nie zamierzam się tego wstydzić ani trochę! To na tyle z soboty, przejdźmy do dzisiaj, hehe:

W sumie to niedziela, jak niedziela. Nudna, ale nie w pełni. O 9 schola, potem kościół, gdzie w końcu śpiewałyśmy u góry z organistą i przesympatycznymi i mega (przepraszam za ciągłe nadużywanie tego słowa, hehe) śmiesznymi panami. Mam nadzieję, że jakoś nam to wyszło i że starsze panie zmienią o nas zdanie! W domciu pyszny obiadek - kluski śląskie z pieczenią, której nie jadłam ,bo się spieszyłam, a potem kino z Olą. <3 Rio - świetny film, świetny dubbing i świetne skojarzenia razem z Olą! O tak, to ostatnie polecam najbardziej. :) Mam zdjęcia biletu i palmy, jaką ''zrobiłam :D'', ale nie chce mi się szukać kabla i zgrywać na komputer. Może innym razem.

Rozpisałam się, a X-Factor czeka już od dłuższej chwili, ale obiecałam sobie, że do was wpadnę i cosik napiszę. Trzymajcie się cieplutko, Kochani! Do następnej notki. :)


Serdecznie zapraszam, jeśli macie ochotę. :)
BIG love, Paula! 

piątek, 15 kwietnia 2011

Decode.

Witam! Co u was słychać, Kochani? U mnie dobrze. :) Dzisiejszy dzień był lajtowy. Takie dni mogłyby być codziennie, dosłownie! Te śmiechy, spojrzenia (wtajemniczona kobietka wie o co chodzi. Od najbliższego spotkania liczymy od początku!) i fajna atmosfera. :) No, ale nic... Przechodzę do sedna sprawy:

Jako pierwszą lekcję mieliśmy mieć matmę. Pani Stradomska poszła do pani Juras i próbuje ją przekonać, aby nas zwolniła na całą lekcję na próbę. Wszyscy, którzy to usłyszeli zaczęli trzymać kciuki, aby się zgodziła i po niedługim oczekiwaniu odetchnęliśmy z ulgą. Matmy nie ma! Rzuciliśmy się do sali 58, aby poinformować klasę 5, że mają matmę, bo jest zamiana. Tylko jeden człowieczek się cieszył. Pozdrawiam cię serdecznie, chłopczyku. :) Próba minęła świetnie! W tych sukniach wyglądamy jak jakieś ułomy, ale czego się nie robi dla śmiechu, hehe! :) Co prawda nie idzie nam idealnie, ale przynajmniej zrobimy to z jajem, że tak powiem. ;D

Druga lekcja? Historia miała być. My (czyt. ja, Ola, Martuś, Dżela, Błażej i Maciek) siedzieliśmy u pani pedagog. Gadaliśmy o pewnych sprawach dotyczących tych dwóch panów, ale nie będę tu tego ujawniać... Potem szybko zamieniłam z panią słówko na temat Festiwalu, na którym wystąpię. Jeśli będziecie mieli ochotę, to serdecznie zapraszam, ale datę z godziną podam wam niebawem, bo tymczasowo nie mam pojęcia o której to będzie. Jestem już zgłoszona, także luzik. I będę mogła chyba zaśpiewać 2 piosenki, a to dobrze się składa, bo nie będę musiała wybierać. :)

Na polskim była próba, która minęła równie dobrze, jak poprzednia! Kurde, szkoda, że musimy się za niecałe 2 miesiące rozstać. Będzie mi was w cholerę (przepraszam :)) brakowało! Na angielskim znowu te ćwiczenia na kartkach. Nie można tego tak dokładnie nazwać, bo i tak musieliśmy przepisywać wszystko do zeszytu wraz z tłumaczeniem. -.- Religia? Praktycznie przez całą lekcję Wika czytała referat, za co jej strasznie dziękuję! Ale i tak pani coś gadała o świętach. Tydzień był spoko, następny też w miarę lajtowy, ale muszę w weekend siąść do prac z plastyki... Może jest ktoś chętny, aby zrobić to za mnie? :)

Po południu oczywiście obiadek, na którego musiałam czekać, ale się opłacało. :) Potem przyjechała babcia, prezenty dała i za godzinkę wyszłam na dwór z Martuś, Olą, Dżelą, Daniem, Wiką i Angelą :) Była jeszcze Ania, ale za niedługo poszła... :( Dzień spędziłam wspaniale o czym wspomniałam już chyba na górze, hehe! :)

A wy jak żyjecie? Jakieś plany na weekend już są? :)


Taka mała reklama :) Jeśli macie ochotę, to wbijać. :*

BIG love, Paula! 

czwartek, 14 kwietnia 2011

Do it like a dude.

Czeeść, Kochani! Sporo czasu mnie tu nie było... Muszę się wziąć do roboty, więc spróbuję jak najkrócej opisać wam mój niecały tydzień.

W poniedziałek praktycznie całą klasą pojechaliśmy do Teatru Zagłębia, aby odebrać aż 3 nagrody. Zdjęcia były robione, ale aktualnie ich nie mam. Jutro dam pani pendrive'a żeby mi zgrała, więc jeśli tylko je dostanę, to wstawię tu najfajniejsze. :) Energia była niesamowita, widownia również, bo otrzymaliśmy duużo oklasków. :) Po południu wyszliśmy całą ekipą na dwór. Szkoda, że po 17 musiałam iść na angielski, ale bylismy praktycznie od rana, więc luzik. Pozdrawiam wszystkich, którzy tam byli .Jesteście mega cudowni. :) Na angielskim nudy, zresztą jak zawsze. Nie było Julki, więc nie miałam się z kim śmiać. :( Dzień minął ogółem wspaniale, takich dni mogłoby być mnóstwo! A no właśnie, przepraszam za moją sklerozę. Moja Martuś jest w związku z D. :) 100 lat, Kochani wy moi!

Coś ciekawego we wtorek? Były rekolekcje, ale strasznie nudne. Niby miałyśmy śpiewać, ale tego nie robiłyśmy. Potem dwór. Co prawda z mniejszą ekipą, niż poprzedniego dnia, ale też było fajnie! Lało co 5 minut, ale i tak pojechaliśmy do parku sieleckiego, haha. :) Kocham takie spontaniczne wypady z wami. Brakowało nam tylko Dżeli, Błażeja oraz w pewnym momencie dobrego humoru, który miałam zjechany przez Adriana... Zdjęcia są, jakże mogłoby nie być. Już pokazuję:
 Od lewej: Wiki, Ola, ja, Martuś, Dawidek, Adrian. <3
 Tak jak wyżej. :)
 Z Kaką u góry. <3 Dodam, że ta fota wymiata dzięki Martusi i Dawidkowi. :**
 Hahahahahaha. <lol2>
 Nie ma to jak samowyzwalacz, hehe. :)
 Moje chudzinki! <3
 :)
 Dzięki Martusi mamy zdjęcia tyłem, haha. :)

 I ten tekst Oli: ale mnie objęli. XD
 Yyy?

Takie z zaskoczenia. :D
Jak widać nudno nie było. :)

W środę też rekolekcje, na których widziałam Michała! Aaa, fajnie wyglądasz kolo. :) Następnie dwór, tak jak poprzednio. Fajnie było. :) Po południu byli goście, idziemy na wesele 4 czerwca. Ma tam być jakiś chłopak w moim wieku, hehe. :))

Dzisiaj już normalny dzień w szkole, tyle że nie mieliśmy 3 lekcji, bo były próby na Dzień Europejski. :) Polecam nasze dzisiejsze zakupy z tatą, na których wybraliśmy prezent dla mojej siostrzyczki, która jutro ma urodzinki. Wszystkiego naj, Kochana! <3 Nie wiem czy jutro będę, więc napiszę to dziś. :)

Najlepsza wiadomość w dzisiejszej notce z ostatniej chwili: 27 maja będzie MEGA koncert BT, na którą być może pójdziemy całą ekipą! Kto chce się jeszcze wkręcić? :) Lecę już, bo jestem zmęczona. Miłego czytania. :)

BIG love, Paula.

niedziela, 10 kwietnia 2011

More.

Dzień dobry!

Siedzę sobie popijając zimne kakao. Od dłuższego czasu nie mam ochoty na ciepłe. Śniadania nie jadłam, więc trzeba będzie coś wykombinować, chociaż szczerze mówiąc za niedługo będę mieć pewnie obiad. Do kościoła też nie poszłam. Zwyczajne lenistwo i tyle... Nie to żebym miała ustawiony budzik, ale go wyłączyłam, hehe.

Plany na dziś? Jeśli wszystko wypali to pizza z dziewczynami, a jak nie to może spacerek z M. W każdym bądź razie jakieś fotki na pewno będą, obiecuję! Przy takiej pogodzie nie ma mowy o siedzeniu w domu, więc jeśli macie jakieś plany to je realizujcie!

Wczoraj dowiedziałam się, że będę miała 'sesję' z M. Dla mnie najlepiej by było we wtorek, bo w poniedziałek i środę mam angielski, także odpada. Parku Sielecki - czekaj na nas, haha! Coś czuję, że ten tydzień będzie mega. ZERO stresu czy jakichkolwiek wątpliwości :) Też tak macie?

Lecę coś pokombinować z dzisiejszym out-fitem, jak coś będę mieć to wrzucę wam fotki.

Miłego dnia, buziaki!

sobota, 9 kwietnia 2011

It's my life!

Dobry wieeeczór wszystkim! Powiedzcie jak wam minął dzień :) U mnie było okej. Około 14:00 spotkałam się z Olą, z którą poszłam na 'sesję'. To nic, że co 5 min. padało i Ola nie potrafiła otworzyć parasolki, hehe - było MEGA śmiesznie! Na początku kupiłyśmy Prince Polo, którego Ola nie mogła zjeść, a potem chipsy w delikatesach :)
W drodze powrotnej kilka razy złapał nas deszcz. Szłyśmy pod jednym parasolem, tak dla przypomnienia ( z chipsami, batonami) z wielką dawką śmiechu! Wszyscy się za nami oglądali, hehe.



Przechodzenie wąską dróżką, obok której było mega błoto i te kury, haha! Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła, kochana! Jeszcze kilka zdjęć :)


To takie domowe :) Dobranoc!

Poznaj moje życie. :)

Cześć! Jak się czujecie? W końcu weekend, prawda? :) Przepraszam, że przez tydzień do was nie wpadałam. Brak czasu, zdecydowanie. Wydarzyło się wiele - może niezbyt ciekawe rzeczy, ale jak dla mnie bomba! W środę były zawody z ręcznej, co już wiecie. Mamy 3 miejsce. Nie uwierzycie; zabrakło nam TYLKO jednego punktu, aby wejść do półfinału... Wszystkie taki załamane byłyśmy, że masakra. No, ale pocieszenie było, bo poszło nam o wiele lepiej niż na siatce z czego się ogromnie cieszę, bo od początku myślałam, że będziemy najgorszą drużyną na tych zawodach, hehe :) Potem miałam angielski. Dobrze, że ogarnęłam przed wyjściem słówka, bo była kartkówka. Dostałam 5, także oksik. ;) Od września będę więcej za niego płacić, co wiąże się oczywiście z większą ilością godzin nauki. Jakoś to przeżyję, a co! ;> Byłam w sklepie kilka dni temu i kupiłam dwie płyty :) Jedną dla taty na urodziny, a drugą dla siebie :) (macie na dole zdjęcie) Jestem bardzo zadowolona z Honey. Może i nie jest o niej najgłośniej, ale wierzę w nią i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wyda płytę. :) Chciałabym ją kiedyś spotkać, ale to takie moje malutkie marzenie. Może się spełni :)) W czwartek chyba nic takiego nie było. Nudy straszne... -.- Wczoraj w szkole ok, matmy dodatkowej już nie mamy. Coraz bardziej czuję te klimaty wakacyjne, tylko pogoda mogłaby być ciut lepsza :) Po południu dni otwarte w 16. Najpierw oprowadzenie przez kuzynkę Dżeli - Marlenę, którą bardzo serdecznie pozdrawiam. ;* Było świetnie, być może tam wyląduję z dziewczynami aby kontynuować naukę :) Już niedługo zakończenie... Będę ryczeć, ale porobię zdjęcia z wariatami (czyt. moją klasą ;D) Mam nadzieję, że chociaż na ulicy będziemy się widywać, mówiąc sobie zwykłe 'cześć'. Niby 5-literowe słowo, a tak cieszy. ;D W drodze powrotnej nas jacyś kolesie zaczepiali w autobusie. ;o Długa historia, opisze może kiedy indziej. ;d Dziś planuję wyjść na dwór z Olą może. <3 Jakieś foty będą na pewno! Lecę, do następnej. Miłego dnia!
Wasza Paula ;)

To są te płyty, o których wspomniałam na górze :)
http://www.youtube.com/watch?v=lAhHNCfA7NI <3