piątek, 27 kwietnia 2012

This is war.


Co u mnie? W sumie nic nowego. Niby dobrze, niby źle. Ktoś mi kiedyś powiedział, by cieszyć się życiem. Zaczyna mi wychodzić. Nie jest łatwo, ale w końcu życie mamy tylko jedno. Warto chociaż próbować. Don't stop believing i byle do przodu, a wszystko powinno się ułożyć. Chciałabym. / Postanowiłam pisać takie krótsze, bardziej emocjonalne i duchowe notki. Nie jesteście źli? :)

niedziela, 15 kwietnia 2012

Wspomnienia jak relikwie.

Cześć, cześć :) Co u was słychać? U mnie jak na razie wszystko kolorowo! Aż sama się sobie dziwię, że tak się układa. Wszystko Wam dokładnie opowiem, a to za sprawą chęci podzielenia się wszystkim co się w okół mnie dzieje ostatnio, gdyż przez te 4 miesiące większość rzeczy skrywałam w sobie, co niestety wiązało się z powrotem do smutku, a tak dalej być nie może, no! Trzeba się cieszyć życiem, choć niekiedy jest baaardzo trudno, mówię to na swoim przykładzie.
Co ja wczoraj robiłam? Rano poszłam na scholę. M. nie było, więc musiałam za nią poprowadzić. Siedzę, siedzę i nic. Nikt nie przychodzi. Później dostałam sms'a od K., że nie przyjdą, bo odrabiają jakiś tam dzień w szkole. No spoczi, wszystko ładnie, fajnie, ale czemu nie dały znać? Nie będę wnikać, było, minęło. Posiedziałam tam, bo stwierdziłam, że nie chce mi się tak od razu wracać do domu. I tak nie miałam nic do roboty, więc wyciągnęłam gitarę i stary już śpiewnik, który kiedyś tam dostałam od D., gdzie znajdują się różne stare, ale z niesamowitym przekazem piosenki, i zaczęłam grać począwszy od Dżemu, kończąc na Perfect. Niesamowite uczucie- ciary na całym ciele, łzy w oczach, a z drugiej strony taka trudna do opisania radość panująca gdzieś w środku mnie. Po południu w zasadzie się nudziłam. Były niby zakupy z mamą i siostrą, ale nic takiego w sklepach nie ma. Co prawda przygarnęłabym do mojej małej domowej kolekcji jakąś nową płytę, ale jak na razie nie mam na tyle kasy żeby coś fajnego upolować. Nie pogardziłabym również książką o wokaliście Red Hot Chilli Peppers- Anthonym Kiedis. No, a wieczór zdecydowanie najlepszy! Na początku nie miałam dobrego humoru... Kłótnia z O. nie jest dobrą opcją. Na szczęście szybko stwierdziłyśmy, że było nam to strasznie potrzebne i już jest dobre. Przynajmniej tak mi się wydaje. Potem przemiła, nawet bardzo przemiła rozmowa z A. Jeju, pomyśleć, że tak krótko się znamy, mieliśmy tylko 1 spotkanie, na którym było prześwietnie pod każdym względem (śmieszne momenty z Twoją mamą bardzo dobre! ^^), a wydaje mi się, że się tak dobrze znamy. Cieszy mnie, że tak bez żadnych oporów mówisz mi o swoich problemach, odczuciach. No i fajnie jest wiedzieć, że mogę na Ciebie liczyć. W zasadzie to Ty pocieszałeś mnie, ja Ciebie. Tak się rozkleiłam coś, ale takie doświadczenie chyba pierwszy raz mi się przydarzyło w życiu! Nie ukrywam, że może fajnie by było gdyby coś z tego wyszło, ale nie będę się nakręcać. Pewnie to znowu tylko JA, pewnie znowu sobie coś ubzdurałam i pewnie znowu niepotrzebnie się nakręcam. Takim oto sposobem od wczoraj wieczór chodziłam jak najarana. :D
Dzisiaj ciąg dalszy nudzenia się... Generalnie to nie tknęłam żadnej pracy domowej, a pasowałoby. W końcu od jutra znowu szkoła. Miałam iść jeszcze w sobotę, gdyż nasze gimnazjum odrabia 4 maja, ale jadę do taty, więc ominie mnie ta męczarnia chociaż jeden raz! :D Muzyka towarzyszy mi dziś od samego rana, co towarzyszy równie dobremu humorowi, co wczoraj pod wieczór! A. wkręcił mi Slipknot i oczywiście Frontside. Co chwilę mam łzy w oczach, ciary i dreszcze na całym ciele i tą radość gdzieś w mojej duszy, której nie umiem opisać! A tak poza tym czuję, że wszystko się ułoży. U mnie i u Ciebie. Czuję również, że coś będzie, ale nie zapeszam. Nie w tym wypadku. Trzymajcie się ciepło, a ja tym czasem zmykam do zeszytów, gdyż pasowałoby się pouczyć na nadchodzący tydzień i zostawiam Was z tytułową piosenką, której słucham na okrągło i która nigdy, przenigdy mi się nie znudzi:


sobota, 14 kwietnia 2012

Cześć! Postanowiłam zrobić notkę, gdzie będziecie mogli zadawać pytania. Daję na to tydzień, także macie sporo czasu. :) Do tego robię sondę, gdzie ponownie (gdyż już kiedyś tak było) będziecie mogli zadecydować, o  czym chcecie u mnie czytać. :) A na koniec muzyczny akcent:

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Szczerze? Nie wiem od czego zacząć. Zdecydowanie długo mnie tu nie było. Strasznie nad tym ubolewam, bo z reguły zawsze dotrzymuję danego słowa, a że obiecałam sobie i paru osobom regularnie tu pisać, a teraz nagle przestałam, czuję się oszukana przez samą siebie. Ale nie zamierzam teraz tego roztrząsać- było, minęło. Trzeba żyć teraźniejszością, to ona się liczy.
Generalnie to dosyć dużo się zmieniło. Moje życie, styl, muzyka, której słucham, sama ja. W ciągu ostatnich czterech miesięcy były wzloty i upadki. Dały mi one dużo do myślenia. Zbyt dużo. Przez to nieustannie mam dziwne, ważne, śmieszne, smutne i wszystkie, które wydarzyły się w moim życiu chwile przed oczami. Niektórych wolałabym uniknąć, gdyż strasznie bolą. Niektóre natomiast zatrzymałabym w pamięci jak najdłużej. Niestety nie ode mnie to zależy.
Jeżeli chodzi o nowości:
- zmieniło się moje życie. Miałam taki okres, że kompletnie oddaliłam się od Boga. Zaczęłam się go wstydzić i wyrzekać, no bo ''co powiedzą kumple''. Nie rozumiem jak mogłam popełnić taki błąd... Najgorszy w moim życiu. Odwrócenie się od Tego, który dał mi życie. Nie wiem, może niektórzy z Was pomyślą sobie, że jestem jakąś psychopatką, która po 4 miesiącach uciekła ze szpitala psychiatrycznego i znowuż zamęcza Was problemami i twierdzeniami jaka to ona nie jest grzeczniutka. Musiałam się wyżalić, wybaczcie. Ostrzegam jednak, że to na Wasze nieszczęście nie jest koniec. Wracając do tematu: w końcu dostrzegłam, co jest w moim życiu DLA MNIE ważne. Przemyślałam wszystko od samego początku do końca i stwierdziłam, że bez Niego nie dam sobie dalej rady. Rezultaty były zauważalne już od razu, jednak nie będę tu o nich wspominać. Nie dzisiaj. 
- zmienił się mój styl. Polubiłam czerwone rzeczy. Niedawno kupiłam sobie czerwone rurki oraz Vansy, choć nie markowe. Polubiłam również wszelakie ciuchy z motywem flagi. Dowodem na to są shorty oraz kremowa bluzka. Bluzka jest typu luźnego, co również mnie urzekło. Będziecie mogli prawdopodobnie na dniach te rzeczy zobaczyć. Postaram się i specjalnie zrobię zdjęcia moich ciekawych ciuszków. 
- zmieniła się muzyka, której słucham. Otóż zaczęłam słuchać metalu i rocka. Jestem w tej muzyce niesamowicie zakochana, a samo słuchanie jej, nieważne gdzie (w drodze do szkoły jak i powrotnej, na noc, w czasie ćwiczeń), przyprawia mnie o niesamowite dreszcze na całym ciele. Uwielbiam taki stan. Oczywiście nie obyło się bez hatersów, którzy od początku próbują mi wmówić jaka to ta muzyka jest zła. Śmieszy mnie takie coś. Generalnie staram się unikać metalu satanistycznego, więc nie wiem co jest w tym złego? Nie, nie sądzę, abym się strasznie zmieniła przez tę muzykę. Poza tym muzyka wcale nie musi odzwierciedlać mojej wiary. Dziękuje, tyle na temat.
- i zmieniłam się cała ja. Nie potrafię tego opisać. Nie wiem, tak duchowo? Zaczynam więcej wierzyć w siebie, w swoje marzenia. Zaczynam coraz bardziej rozmyślać o moim życiu towarzyskim, które ma się nijak. Chyba jeszcze nie ten wiek. Aczkolwiek kilku fajnych wokół mnie jest, nie powiem, że nie. Zaczynam doceniać przyjaciół, rodzinę, mój ''talent'', jak to niektórzy nazywają. Zaczynam doceniać życie. 
Postaram się wpadać częściej, a na chwilę obecną zostawiam Was z moimi przemyśleniami, które, wydaje mi się, będą coraz częściej. 


niedziela, 1 stycznia 2012

Jak minęła całonocna zabawa? Myślę, że równie dobrze, co u mnie! Impreza (o ile można to tak nazwać, bo byłyśmy tylko w 4) była całkowicie udana i mogę powiedzieć, że był to jeden z najlepszych Sylwestrów jakie spędziłam! 
Zabawa zaczęła się o 20, kiedy to rodzice O. wyszli do znajomych. Naszykowali tyle jedzenia, że to się w głowie nie mieści, a i tak zjadłyśmy może połowę z tego. Wzięłam gitarę i mimo faktu, iż jest strasznie ciężka, nie  żałuję. Przynajmniej było się z czego śmiać, jak O. próbowała grać. Oglądanie ,,Kac Vegas w Bangkoku''- wybornie. To nic, że były tam sceny zakazane dla naszych o 3 lata młodszych sióstr. 
Nie obyło się bez tańców oczywiście! Po kolei sprawdzałyśmy wszystkie kanały i tańczyły do każdej piosenki, która leciała. Zdarzyła się nawet jakaś opera, czy co to tam było. Miałyśmy robić jeszcze babeczki, ale zabrakło czasu. Zdjęcia są, aczkolwiek nie wiem kiedy będę je miała w moich rękach:) Oczywiście musiałam zapomnieć babeczek oraz aparatu, którego i tak nie używałam, bo bateria dawała się we znaki. W sumie to babeczki nie są mi potrzebne, gdyż swe postanowienia wprowadziłam już od dziś, także O. może je sobie zatrzymać. 
Odchodząc od tematu zapytam, jakie ćwiczenia poleciłybyście na płaski brzuch? :) Liczę na jakąś pomoc, gdyż mam wiele opcji, aczkolwiek nie wiem, która z nich byłaby najskuteczniejsza. Zamierzam jakoś wyglądać na wakacje, które prawdopodobnie zapoczątkuje wylot na Kretę pod koniec maja lub z początkiem czerwca. Niesamowicie się cieszę i na myśl o tym porzucam wszystkie smutki i zaczynam się uśmiechać sama do siebie. Z drugiej znowuż strony jestem przerażona materiałem, który będę potem musiała nadrabiać, choć to końcówka roku, to może nie będzie tak tragicznie. 
Jeśli już jesteśmy przy szkole, to nie wyobrażam sobie, jak jutro wstanę o 6:30 bądź wcześniej. Trudno będzie dlatego zostawiam Was. Napiszę za tydzień, bądź jeśli mi się uda, nieco wcześniej. 

No i chyba ponownie zawitałeś w moich myślach... 

piątek, 30 grudnia 2011

Rok 2011 dobiega końca. Były w nim wzloty i upadki, ale jednak mam nadzieję, że nadchodzący będzie o niebo lepszy, choć zapowiada się coraz gorzej- nie oszukujmy się. Jakieś małe podsumowanie się należy, w końcu jesteście tu ze mną dosyć spory czas. 
Rok ten był dla mnie rokiem... myślę, że wspaniałym mimo tego, co się teraz dzieje na świecie. Jego rozpoczęcie zapoczątkowały ferie oraz moje urodziny, które obchodzę 16 stycznia. Ferie były całkowicie udane; spróbowałam na nich pierwszy raz jazdy na snowboardzie i nie żałuję. ;) Mimo prawie, że złamanego nadgarstka nie poddałam się!:D Urodziny... W tamtym roku niesamowicie się cieszyłam na te 13 lat, było to dla mnie coś nowego. W końcu stałam się nastolatką. Może niezbyt poważnie podchodzącą co do niektórych spraw, ale to się wytnie. :) 
Wakacje były udane! Z początku zapowiadało się straaasznie nudno. Pogoda nie dopisywała i myślę, że każdy przyzna mi rację. Pod koniec lipca wyjechałam nad morze na Oazę. Wiele mi te 2 tygodnie dały, wiele. W ogóle nie żałuję. Dzięki temu jestem tymczasowo, jaka jestem i bardzo mi z tym dobrze. Oprócz całkowitej zmiany duchowej i psychicznej (bo z fizyczną jest coraz gorzej:D), poznałam tam niesamowitych ludzi. Na okrągło uśmiechnięci, niesamowicie sympatyczni, UTALENTOWANI! Życzę Wam mnóstwo takich ludzi, jakich poznałam. :) Następnie wakacje z rodzicami nad morzem, gdyż dofinansowanie nas troszkę zawiodło. Nie pomyślałabym, że może być tak świetnie mimo dużej ilości deszczu, ale czego się spodziewać po naszym polskim morzu. :D 
Pierwszy rok w gimnazjum zaczął się fajnie. Co prawda jest mnóstwo obowiązków, ale wiedziałam, że w tej szkole, do której się wybierałam tak będzie. Powiem Wam, że nie żałuję niczego co w tym roku zrobiłam. Poznałam mnóstwo ludzi, którzy mimo naszej krótkiej znajomości, wiedzą o co mi chodzi w życiu, kiedy jest mi przykro, kiedy się mają nie zbliżać, bo gryzę. :D Są wspaniali. 
Jutro sylwester, jakie macie plany? Ja idę sobie do przyjaciółki ŚWIĘTOWAĆ. :D Dostałam również zaproszenie od R., aczkolwiek nie dam rady przyjść. Mam nadzieję, że zabawa będzie wyborna i już nie mogę się doczekać całonocnego szaleństwa! 
Plany na Nowy Rok? Są:
- BYĆ SOBĄ
- nie tracić uśmiechu z twarzy
- schudnąć
- nie wcinać słodyczy ani innej chemii:D 
- żyć teraźniejszością
- ograniczać przeklinanie 
- zostawić wszystko w rękach wspaniałego Szefa
To jedne z najważniejszych. Pewnie i tak mi coś przyjdzie na myśl wieczorem, kiedy to rozmyślam po kolei o wszystkim. 
Trzymajcie się cieplutko i nastrajajcie się na Sylwester! 


sobota, 24 grudnia 2011

Cześć, Kochani! Tak, wiem, dosyć długo mnie nie było, ale postanowiłam do Was wrócić. Dziś mamy Wigilię, czas pojednań, radości i miłości. Powiem, że lubię te święta. Może dlatego, że mamy w ich czas przerwę od nauki, może ze względu na ich UROK. Od kilku dni nie umiem zasypiać. Chodzę spać po 1:00, a wstaję dosyć wcześnie... Nie powiem, że jest to dla mnie korzystne, bo nie jest. Wyglądam jak wampir, upiór, zombie lub jakiś inny potwór odstraszając pewnie przy tym przystojniaków...
Wczoraj na salkach odbyła się Wigilia scholowo-ministrancko-oazowa. Przyznam, iż było bardzo sympatycznie oraz stwierdzam, że takie wigilie mogłyby być co roku. Jestem wzruszona niektórymi pięknymi życzeniami składanymi dla mnie oraz wzrokiem pewnej osoby. No i masz ci los; chyba mi się ktoś podoba... No, ale co się ma dziać, to niech się dzieje- wszystko zostawiam w rękach Szefa:)
Też nie czujecie tegorocznej magii Świąt? Śniegu nie ma (choć wczoraj jeszcze był i BARDZO MOCNO NIM SYPAŁO), w domu nerwowo z powodu wypadku taty. Wszystko idzie tak opornie i całkiem inaczej niż rok temu. Starzeję się. To chyba jeden z wielu powodów, które przyczyniły się do moich odczuć co do Świąt.
Dziś Pasterka, na której śpiewamy. Mimo tego, że robiłam to wiele razy, mam ogromną tremę przed śpiewaniem psalmu. Wiecie jak to jest- masa ludzi, kościół pęka w szwach, więc stąd ten niecodzienny lęk. Trzymajcie kciuki, aby wszystko poszło ok!
Ogólnie żyje sobie dobrze, zmieniłam styl muzyki z reggae na rock, Sylwester mam zaplanowany, WSZYSTKO SIĘ UKŁADA:) Jestem z siebie dumna pod każdym względem i mam nadzieję, że pozostanie tak na długo.
Jeszcze raz przepraszam za niesamowicie długą przerwę od pisania i zostawiam Was ze świąteczną piosenką, tak dla odmiany:)