:)
wtorek, 26 lipca 2011
poniedziałek, 25 lipca 2011
Karuzela Cooltury.
Witam was gorąco (: U mnie gorąco; pakowanie w połowie skończone, ale i tak mam wrażenie, że czegoś zapomnę lub JUŻ zapomniałam... Boję się podróży, choć jedziemy pociągiem. Boję się jak tam będzie, choć zapowiada się wspaniale. Mimo tych dwóch rzeczy jestem jak najbardziej pozytywnie zaskoczona, bo wiem, że szykują się niezapomniane 2 tygodnie świetnej zabawy! To nic, że do walizki ledwo się mieszczę... Ciekawa jestem jak ja się spakuję pod koniec, jeśli coś tam kupię. To będzie hit moich wakacji. Od wczoraj mam wielką ochotę na czytanie, więc zajęłam się końcówką książki Stephenie Meyer, a następnie biorę się za nowo zakupioną książkę Tajemnica, którą zdobyłam dziś za niecałe 10:00 zł:











Siedemnastoletnia Iris, która od wczesnego dzieciństwa przeczuwa, że w jej związku z matką tkwi jakaś mroczna tajemnica, odkrywa, że jest jej klonem. Wstrząśnięta, bezradna, rozdarta między miłością i nienawiścią, wyrusza na poszukiwanie swojej tożsamości. Czy klon, kopia, ma szanse na autentyczne, własne życie? Czi Iris może oderwać się od matki-matrycy i stworzyć na nowo siebie niepowtarzalną?
Książka z opisu nie wydaje się nudna, więc mam nadzieję, że pisząc jej recenzję dla was, będę mogła dać jej jak najwyższą ocenę! Przejdźmy do tematu:

W weekend w Świnoujściu odbyła się Karuzela Cooltury. Na festiwalu każdy mógł spotkać gwiazdy i z nimi porozmawiać. A było wiele okazji. A dokładniej - wiele gwiazd.

Pojawiła się Patricia Kazadi.

Przemysław Saleta i Maciej Dowbor.

Rafał Kamiński.

Tomasz Kammel.

Anna Bosak, Beata Pawlikowska, Anna Mucha.

Jarosław Kuźniar i Marcin Meller.

Jarosław Kuźniar.

Aleksandra Kwaśniewska.
Nudno raczej nie było, aczkolwiek nie miałabym ochoty iść na taką imprezę. Wolałabym poznać osobiście Bas Tajpana, bądź Rihannę... A wybralibyście się na taką imprezę? Którą z gwiazd darzycie największą sympatią?
Buźka, postaram się wpaść jutro!
niedziela, 24 lipca 2011
Amy Winehouse.
U mnie wszystko w porządku, za 3 dni wyjeżdżam, więc możecie sobie wyobrazić jaka atmosfera panuje u mnie w domu. Trochę bieganiny, choć jest to dopiero początek, więc z każdym dniem będzie jej więcej, co mnie jakoś szczególnie nie zadowala... Wczorajsza pogoda była o niebo lepsza niż przez ostatnie dni! W końcu można było wyjść na świeże powietrze, z czego ogromnie się cieszyłam. Teraz natomiast widzę, iż znowu pada. Nie bardzo, ale pada, co oznacza kolejny dzień siedzenia w domu. Nie mam nawet żadnej książki, aby zabić nudę... Jestem po kościele, wszystkie tematy w sprawie wyjazdu już omówione, także niech się dzieje, co chce. Może niezbyt dosłownie...
Pewnie każdy z was słyszał o tragicznej śmierci Amy Winehouse, racja? Dziś troszkę o niej, ponieważ nie mam pomysłu na notkę:






Nie jest tajemnicą, że Amy była uzależniona od narkotyków i alkoholu - piła nawet na scenie. Amy w wielu wywiadach przyznawała, że ma depresje i bulimię.




Pewnie każdy z was słyszał o tragicznej śmierci Amy Winehouse, racja? Dziś troszkę o niej, ponieważ nie mam pomysłu na notkę:

Nazywana Janis Joplin naszych czasów. Amy Winehouse była niezwykle utalentowaną, brytyjską wokalistką. Śpiewała soul, R&B i jazz. Cały świat zapamięta ją dzięki utworom ''Rehab'' czy ''Back to black''.
Winehouse urodziła się w Southgate niedaleko Londynu. Jako dziesięciolatka wraz ze znajomymi założyła grupę hip-hopową. Jak to podwórkowe zespoły ten Amy też nie przetrwał długo. Jako nastolatka Amy chodziłą do szkół teatralnych ale przez zachowanie i przekłucie nosa musiała je zmienić. Amy zaczęła tworzyć muzykę mając 14 lat.

W 2002 roku podpisała swój pierwszy kontrakt płytowy. Winehouse muzycznie inspirowała się kobiecymi zespołami z lat 50-tych i 60-tych. Inspirowała się również makijażem grupy ''The Ronettes'', której członkinie malowały grube kreski nad oczami.
W 2003 roku wydała debiutancki album Frank. Album z 2006 roku zdobył pięć nagród Grammy. Zdobyła też wiele innych nagród i wyróżnień. Jej album Back to Black był najlepiej sprzedającą się płytą w Wielkiej Brytanii w 2007 roku.

W 2007 roku Amy wyszła za Blake'a Fieldera Civila. Dwa lata później małżeństwo się rozpadło. Amy sama przyznała też, że pod wpływem alkoholu byłą agresywna wobec męża. Blake jako pierwszy miał poczęstować Winehouse heroiną. Piosenkarka mówiła, że był to związek oparty na ćpaniu. To jednak dzięki temu toksycznemu związkowi Amy napisała swoje największe przeboje.

Amy miała starszego brata Alexa. Kiedy piosenkarka przyszła na świat jej ojciec Mitchell Winehouse pracował jako taksówkarz a matka Janis jako farmaceutka. Matka Amy powiedziała, że nie zdziwi się jeśli Amy umrze przed nią.
Wiem, że moja córka ma problemy - powiedziała Janis Winehouse. Jeśli tak dalej pójdzie umrze w ciągu najbliższego roku. Widzimy jak się powoli zabija.

Na czerwcowym koncercie Amy nie mogła ustać na nogach, zataczała się przez alkohol. Po tym występie jej europejska trasa koncertowa została odwołana.

Amy związana była ostatnio z producentem telewizyjnym - Regiem Travisem. Travis próbował pomóc Amy, gdy zdał sobie sprawę, że jest bezsilny postanowił ją zostawić. Amy nie mogła się z tym pogodzić. Chwilę po tym jak informacja o śmierci Winehouse obiegła media Travis przyjechał pod jej dom.

Amy zmarła w sobotę 23 lipca w wieku 27 lat w swoim domu w Londynie. Ciało Amy Winehouse wynieśli z domu policjanci. Nie podano jeszcze oficjalnej informacji o przyczynie śmierci artystki.

Wszyscy zapamiętają Amy jako wielką artystkę i Janis Joplin XXI wieku.
Mimo, iż za nią nie przepadałam, to szkoda, że następna ikona muzyki nie żyje... I to w tak młodym wieku! O zmarłym nie powinno się mówić źle, ale wydaje mi się, że przedawkowała... Dobiła siebie przez głupotę, taka prawda...
Co u was? Jak pogoda? Planujecie coś na najbliższe dni?
Proszę o głosy, będę niezmiernie wdzięczna za ich oddanie!
piątek, 22 lipca 2011
Gwiazdy i BlackBerry.
Cześć! Postanowiłam do was napisać po 3-dniowej przerwie,choć nie przyszło mi to z wielką chęcią... Ostatnio nic mi się szczególnie nie chce... Jestem jakaś zgaszona, typowo! Być może to przez pogodę, która denerwuje nie tylko mnie. Z tego co dobrze kojarzę, to mamy lipiec, prawda? Dlaczego w takim razie pogoda jest, jaka jest? Nie pojmuję tego psychicznie ani w żaden inny sposób jaki jest możliwy. Od wczoraj urządzam sobie maraton filmowy, przeważnie są to seriale lub ewentualnie horrory - o ile jest u mnie O. Dziś postanowiłam jednak nie oglądać już więcej horrorów, no chyba, że na jakiejś imprezie, czy coś... Mam przez to zrytą psychikę, jeśli mogę ją mieć jeszcze bardziej zrytą. Tyle u mnie, przejdźmy do tematu posta:
Większość was (ba, co ja mówię! wszyscy) zna ten model telefonu. Jest on reklamowany w niemal każdej obecnej reklamie Play! Widać, że gwiazdy za nim szaleją!







Większość was (ba, co ja mówię! wszyscy) zna ten model telefonu. Jest on reklamowany w niemal każdej obecnej reklamie Play! Widać, że gwiazdy za nim szaleją!

To, co zostało pomyślane jako narzędzie dla biznesmenów, przerodziło się w zabawkę bogatych i sławnych. Trudno sądzić, że ktoś, kto zarabia kilka milionów $ za film, chce czy musi imponować znajomym modelem telefonu, którego używa, ale jednak tak jest. Inaczej trudno uzasadnić popularność Blackberry - urządzenia umożliwiającego ściąganie i wysyłanie maili, przeglądanie stron internetowych, pisanie SMS-ów oraz oczywiście wykonywanie i odbieranie połączeń telefonicznych.

Jedną z największych fanek Blackberry jest chyba Paris Hilton. Na setkach zdjęć pozuje, przypadkiem trzymając jeden z modeli przy uchu albo w dłoni.

Pamela Anderson bierze swoje Blackberry na jogging.

Nicole Richie, mimo że znana jest z upodobania do wielkich torebek, trzyma Blackberry w dłoni, obok kubka z kawą.

Jessica Biel pokazuje się z jednym z najnowszych modeli, w kolorze błękitnym.

Penelope Cruz sprawdza pocztę, leżąc na plaży z przyjaciółmi.

W zależności od modelu, Blackberry kosztuje między $150(około 450 zł) a $450 (około 1350 zł). W Polsce, telefony tej marki dostępne są u operatorów sieci komórkowych w cenie około 2400 zł (bez promocji). Na Allegro, używany model można kupić już za niecałe 300 zł.
Mnie osobiście model od razu przypadł do gustu i strasznie chciałabym być jego posiadaczką! Patrząc jednak na jego cenę, wolę poczekać, aż będzie kosztował nieco mniej.
A wy skusiłybyście się na jego kupno? Podoba wam się w ogóle taki model, czy wolicie zwykłe telefony?
Trzymajcie się ciepło, wpadnę do was może jutro!
poniedziałek, 18 lipca 2011
Chica bomb.
Witam was! Jak się macie? Powiem wam, że boję się co będzie, jak wyjadę nad morze na miesiąc odliczając 4 dni przerwy - nie było mnie dwa dni, a miałam takie zaległości, że komentowanie zajęło mi ponad 2 godziny! Ale opłacało się i to bardzo :)
Jak pisałam w poprzednim poście, wyjechaliśmy po 12. Podróż ogólnie zajęła nam 2 godziny z hakiem. Jechaliśmy jeszcze w normalnych ciuchach, gdyż uznaliśmy, że będzie nam niewygodnie w sukniach i w ogóle! Ja z siostrą to jeszcze ucięłyśmy sobie kilka drzemek (powód? Położenie się do łóżka około północy), więc na jedno dobrze zrobiliśmy z wyborem stroju do auta. Z drugiej nie był to dobry pomysł, gdyż jak przyjechaliśmy na miejsce wszyscy byli już gotowi, a auto podjechało po pana młodego. Były jaja, nie powiem - przebierałyśmy się z siostrą w aucie, żeby było szybciej :D Rodzice natomiast poszli chyba do garażu, także było śmiesznie ;)
Po kilkunastu minutach wsiedliśmy wszyscy do autokaru, gdyż kościół i sala były dosyć sporo oddalone od domu D (młodego). W kościele miałam polew z księdza, który zdecydowanie za dużo gadał! No, ale i tak był sympatyczniejszy niż nasz proboszcz :D No i ten chór <3 Kiedy usłyszałam pieśń, którą prawdopodobnie będę śpiewać w październiku na ślubie mojej chrzestnej, to mnie zatkało! Pieśń baaardzo wysoka, więc trzeba będzie pomyśleć nad obniżeniem tonacji, choć zdaję sobie sprawę, że wtedy nie będzie to już brzmiało tak fajnie...
Z początku było sztywno, jak zawsze, ale potem impreza się rozkręciła, co spowodowało świetną zabawę ze strony mojej rodziny ;] Wytańczyłam się za wszystkie czasy, z wszystkimi kuzynami (oprócz H) oraz innymi ludźmi których praktycznie nie znam :D Było baaardzo sympatycznie i wesoło! Byłam z siebie niezmiernie dumna, gdyż przetańczyłam całą noc w cholernie zajebistym towarzystwie, którego już mi brakuje (mowa o kuzynach)! Z H nadrobimy w październiku, nie? :)
Poprawiny również nie były najgorsze, dedykacja dla moich rodziców i moja ciągła niewiedza, czemu wszystkie ciocie i wujkowie (bracia taty) płakali przy piosence i ogólnie :D Wiem, wiem, jestem udana ;> Szkoda, że musieliśmy się zbierać już przed 20, bo impreza trwała jeszcze 6 godzin, jak nic! Powodem była praca mamy, która wymagała przyjścia na 6 rano... Mam nadzieję, że u chrzestnej nie będziemy się tak wcześnie zbierać, gdyż muszę zaliczyć wszystkich w tańcu! ;P
Dzisiaj pospałam sobie do 12:30 :) Jakaż była moja radość, gdy wstając do ubikacji popatrzyłam na zegarek! Gdybym codziennie miała taki sen, to bym była szczęśliwa :) Można w sumie to usprawiedliwić spaniem przez 4 godziny z kuzynami dnia poprzedniego. Co żeśmy się uśmiali, a wszystko za sprawą H! :D Brakuje mi tego strasznie, ale do października tylko 3 miesiące, damy radę!
Odkąd wstałam, komentowałam blogi. Zajęło mi to sporo czasu, nie powiem... Dziękuję najmocniej za ilość komentarzy w poprzednim poście oraz liczbę obserwatorów, która dobiła już 43! Dajecie mi motywację do dalszego pisania i dzielenia się z wami moimi nowinkami życiowymi :) Niedawno zaczęłam oglądać Glee - strasznie mnie to wciągnęło. Lecę zatem oglądać dalej, see ya!
Jak pisałam w poprzednim poście, wyjechaliśmy po 12. Podróż ogólnie zajęła nam 2 godziny z hakiem. Jechaliśmy jeszcze w normalnych ciuchach, gdyż uznaliśmy, że będzie nam niewygodnie w sukniach i w ogóle! Ja z siostrą to jeszcze ucięłyśmy sobie kilka drzemek (powód? Położenie się do łóżka około północy), więc na jedno dobrze zrobiliśmy z wyborem stroju do auta. Z drugiej nie był to dobry pomysł, gdyż jak przyjechaliśmy na miejsce wszyscy byli już gotowi, a auto podjechało po pana młodego. Były jaja, nie powiem - przebierałyśmy się z siostrą w aucie, żeby było szybciej :D Rodzice natomiast poszli chyba do garażu, także było śmiesznie ;)
Po kilkunastu minutach wsiedliśmy wszyscy do autokaru, gdyż kościół i sala były dosyć sporo oddalone od domu D (młodego). W kościele miałam polew z księdza, który zdecydowanie za dużo gadał! No, ale i tak był sympatyczniejszy niż nasz proboszcz :D No i ten chór <3 Kiedy usłyszałam pieśń, którą prawdopodobnie będę śpiewać w październiku na ślubie mojej chrzestnej, to mnie zatkało! Pieśń baaardzo wysoka, więc trzeba będzie pomyśleć nad obniżeniem tonacji, choć zdaję sobie sprawę, że wtedy nie będzie to już brzmiało tak fajnie...
Z początku było sztywno, jak zawsze, ale potem impreza się rozkręciła, co spowodowało świetną zabawę ze strony mojej rodziny ;] Wytańczyłam się za wszystkie czasy, z wszystkimi kuzynami (oprócz H) oraz innymi ludźmi których praktycznie nie znam :D Było baaardzo sympatycznie i wesoło! Byłam z siebie niezmiernie dumna, gdyż przetańczyłam całą noc w cholernie zajebistym towarzystwie, którego już mi brakuje (mowa o kuzynach)! Z H nadrobimy w październiku, nie? :)
Poprawiny również nie były najgorsze, dedykacja dla moich rodziców i moja ciągła niewiedza, czemu wszystkie ciocie i wujkowie (bracia taty) płakali przy piosence i ogólnie :D Wiem, wiem, jestem udana ;> Szkoda, że musieliśmy się zbierać już przed 20, bo impreza trwała jeszcze 6 godzin, jak nic! Powodem była praca mamy, która wymagała przyjścia na 6 rano... Mam nadzieję, że u chrzestnej nie będziemy się tak wcześnie zbierać, gdyż muszę zaliczyć wszystkich w tańcu! ;P
Dzisiaj pospałam sobie do 12:30 :) Jakaż była moja radość, gdy wstając do ubikacji popatrzyłam na zegarek! Gdybym codziennie miała taki sen, to bym była szczęśliwa :) Można w sumie to usprawiedliwić spaniem przez 4 godziny z kuzynami dnia poprzedniego. Co żeśmy się uśmiali, a wszystko za sprawą H! :D Brakuje mi tego strasznie, ale do października tylko 3 miesiące, damy radę!
Odkąd wstałam, komentowałam blogi. Zajęło mi to sporo czasu, nie powiem... Dziękuję najmocniej za ilość komentarzy w poprzednim poście oraz liczbę obserwatorów, która dobiła już 43! Dajecie mi motywację do dalszego pisania i dzielenia się z wami moimi nowinkami życiowymi :) Niedawno zaczęłam oglądać Glee - strasznie mnie to wciągnęło. Lecę zatem oglądać dalej, see ya!
piątek, 15 lipca 2011
Shut up!
Siemka! U mnie wszystko w jak najlepszym porządku, a u was?
Wczoraj wieczorem wzięłam się za siebie i postanowiłam przejść na dietę! Brzuszki, a6w, 5 małych posiłków dziennie, zero słodyczy, dużo wody. Być może nie jest to jakaś super dieta, ale nie chcę przechodzić na żadną proteinową bądź Bóg wie jaką jeszcze, gdyż nie chcę strasznie spaść z wagi. Jakieś 5 kg by mi w zupełności wystarczyło :) Mam nadzieję, że uda mi się wytrzymać na niej jak najdłużej! Już dziś widzę postępy - moja siostra kupiła sobie pączki w Auchan'ie, a ja jeszcze żadnego nie tknęłam :D To prawda, mam na nie wielką ochotę, kiedy obok nich przechodzę, ale tłumaczę sobie, że jeśli się chce, to się da! Boję się jedynie nadchodzącego weekendu, ponieważ wyjeżdżam na wesele, a wiecie jak na nich jest. Wpychają ci wszystko co się da, a człowiek jak to człowiek - ulega ''pokusie''...
Dziś byłam właśnie w Auchan'ie i Plejadzie, aczkolwiek nic konkretnego mi się w oczy nie rzuciło. Upolowałam tylko nowe okularki, które zobaczycie prawdopodobnie na zdjęciach z wesela, o ile takowe będą :) Wreszcie zobaczę się z kuzynami, aaaa! Nie mogę się doczekać ;) Ze sklepów wróciłam niedawno, nogi chcą mi wejść nie powiem gdzie... Wyjeżdżam jutro około 12, 13, więc napiszę do was dopiero być może w poniedziałek, jeśli będę na siłach po 2 dniach balowania :) Lecę jeść tortillę (popełniam grzech, gdyż jestem na ''diecie'', ale od jednej tortilli dupa mi nie urośnie :D), a wy się trzymajcie!
Wczoraj wieczorem wzięłam się za siebie i postanowiłam przejść na dietę! Brzuszki, a6w, 5 małych posiłków dziennie, zero słodyczy, dużo wody. Być może nie jest to jakaś super dieta, ale nie chcę przechodzić na żadną proteinową bądź Bóg wie jaką jeszcze, gdyż nie chcę strasznie spaść z wagi. Jakieś 5 kg by mi w zupełności wystarczyło :) Mam nadzieję, że uda mi się wytrzymać na niej jak najdłużej! Już dziś widzę postępy - moja siostra kupiła sobie pączki w Auchan'ie, a ja jeszcze żadnego nie tknęłam :D To prawda, mam na nie wielką ochotę, kiedy obok nich przechodzę, ale tłumaczę sobie, że jeśli się chce, to się da! Boję się jedynie nadchodzącego weekendu, ponieważ wyjeżdżam na wesele, a wiecie jak na nich jest. Wpychają ci wszystko co się da, a człowiek jak to człowiek - ulega ''pokusie''...
Dziś byłam właśnie w Auchan'ie i Plejadzie, aczkolwiek nic konkretnego mi się w oczy nie rzuciło. Upolowałam tylko nowe okularki, które zobaczycie prawdopodobnie na zdjęciach z wesela, o ile takowe będą :) Wreszcie zobaczę się z kuzynami, aaaa! Nie mogę się doczekać ;) Ze sklepów wróciłam niedawno, nogi chcą mi wejść nie powiem gdzie... Wyjeżdżam jutro około 12, 13, więc napiszę do was dopiero być może w poniedziałek, jeśli będę na siłach po 2 dniach balowania :) Lecę jeść tortillę (popełniam grzech, gdyż jestem na ''diecie'', ale od jednej tortilli dupa mi nie urośnie :D), a wy się trzymajcie!
czwartek, 14 lipca 2011
Dirty picture.
Siemka! Wpadłam, aby poinformować was o tym, iż zostałam nominowana do ONE LOVELY BLOG AWARDS przez Elę ''Ellę'' Chróścicką :) Bardzo ci za to dziękuję!


7 rzeczy o mnie:
- mieszkam w województwie śląskim, w Sosnowcu
- mam siostrę, Wiktorię
- od dziecka interesuję się śpiewem
- w przyszłości chcę zająć się czymś związanym z językiem angielskim, np. turystyką
- kilka miesięcy temu 'przerzuciłam' się na muzykę reggae
- uwielbiam grać w siatkówkę
- mam kompleksy związane z moim ciałem i wyglądem
16 nominowanych przeze mnie blogów:
Reguły przyznawania nagrody:
- podziękowania i link bloggera, który przyznał wam tę nagrodę
- skopiuj i wklej logo na swoim blogu
- napisz o sobie 7 rzeczy
- nominuj 16 innych cudownych bloggerów (nie można nominować bloggera, który przyznał wam nagrodę)
- napisz im komentarz, by dowiedzieli się o nagrodzie i nominacji :)
Zwykła notka będzie jutro! See ya, Paula :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
